Menu

Baner Hosp strona2

A+ A A-
Moniki Blog

Moniki Blog (14)

Adaś

  maria z aniolami Mój dyżur wypadał tydzień później, ale ktoś nie mógł, więc się zamieniłyśmy i stawiłam się w bazie przed godz. 10 w ten sobotni poranek. Jak to się mówi, jestem już zaprawionym w boju wolontariuszem, więc co to dla mnie dyżur?

            Pierwsze spotkanie tego dnia i mamy duże opóźnienie. Schodzi jedna kroplówka, doktor dzwoni do prowadzącego neurologa, o radę, bo chora bardzo źle się czuła po jednej dawce i nie chce brać kolejnych. A nasza podopieczna jest załamana. Ładny dom z ogrodem, cisza, spokój, kochający mąż i…przerzutowy guz mózgu. Coraz ciężej jej chodzić, prawa ręka aż do barku trzęsie się tak, że uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Nie można nawet spać! Choroba postępuje a w szafie wiszą dwie świeżo kupione sukienki na ślub córki w sierpniu. Czy doczeka? Idzie następna kroplówka, po której pani Halinka ma sie poczuć lepiej. Muszą obserwować. Jak na razie ręka trzęsie się dalej. Musimy się żegnać, bo następni czekają.

Czytaj dalej...

Najpiękniejsze oczy w hospicjum

      Najpiękniejsze oczy w naszym hospicjum nie są zielone, jak w piosence. Są ciemno brązowe, ozdobione długimi, ciemnymi rzęsami. Pewnie zapytacie, czy może odbyły się jakieś wybory miss? Nie! Mowa o naszym najmłodszym podopiecznym, Mateuszu, który zawrócił w głowach wolontariuszkom kolejnego hospicjum. Śmiem twierdzić, że nawet nasza pani doktor Maria jest pod ich wrażeniem. A gdy te oczy się śmieją, śmieje sie cały swiat! Ale może od początku.

Mateusz, jak wiele naszych dzieci, miał trudny początek swojego pobytu na ziemi. Urodził się jako wcześniak z wodogłowiem. Do tego objawy padaczki, brak odruchu połykania (był karmiony przez sondę), prawdopodobnie nie widzi, choć?...

        Przebywał w hospicjum stacjonarnym w Łodzi. Poznaliśmy się, kiedy przyjechał na Święta Bożego Narodzenia do domu, ale okazało się, że Rodzina nie jest w stanie się Nim zająć. Mieszkają na wsi, ok.20 km. od Radomia. Ojciec pracuje, a mama prowadzi gospodarstwo. W domu nie było łazienki. Mateusz ma jeszcze troje starszego rodzeństwa, które mieszka poza domem (uczą się i studiują w Radomiu).

Czytaj dalej...

Bukiet kolorowych róż

kolorowe roze            Kiedy na spotkaniu opowiadano o naszej nowej podopiecznej i warunkach w jakich mieszkała, myślałam: "Ot, przesadzają". Już niedługo miałam się przekonać na własne oczy o prawdziwości tych opowieści.

            Sławek do mnie dzwoni, że będzie za 10 min. Już czekam pod firmą, gdzie pracuję. Jest godzina ok 9. Jedziemy zespołem do jednego z radomskich tzw. slamsów. Po drodze Sławek opowiada jak powinnyśmy się zachować razem z Beatą, pielęgniarką, która już jedzie tu kolejny raz. Zabieramy z karetki najpotrzebniejsze rzeczy, żadnych kurtek, torebek, tylko torbę medyczną. Nasz kierowca wchodzi z nami, następuje przywitanie, krótka pogawędka i wychodzi, bo chora się krępuje a poza tym, trzeba też pilnować samochodu i tego, co w nim.

Czytaj dalej...

Jajecznica z trzech jajek

rozne 2880x1800 013 kobieta  klaun  prezenty  balony       Jak się podejmowałam zająć warsztatami i robieniem pisanek, to powiedziałam sobie, że nie biorę już w tym miesiącu żadnych wizyt. Zadzwoniła dwa razy Ania odpowiedzialna za grafik i jako, że nie potrafię odmawiać ( czy ja miałam jakieś zajęcia z asertywności na studiach?! ), mam zajęty każdy wtorek, środę, czwartek i sobotę.

      Pani Ewa praktycznie sama opiekuje się dwojgiem dzieci (syn jest upośledzony). To ona woziła syna na zajęcia i do szkoły. Sama też jeździła na chemię do Warszawy. Jakoś dawała radę. Choroba jednak robi postępy. Potrzebne są większe dawki leków przeciwbólowych. Jesteśmy z pielęgniarką Anią w ich domu dwa razy w tygodniu. Moim zadaniem jest zająć się dzieciakami. Ostatnio robiliśmy pisanki dla hospicjum. Wyszły całkiem nieźle. Trzeba coś pomyśleć na następne spotkanie. Nie może im hospicjum kojarzyć się z czymś nieprzyjemnym!

            I tak, podczas tych wszystkich naszych spotkań, gramy w piłkę (czasem w towarzystwie kleryka), układamy puzzle, rozmawiamy o szkole albo innych ważnych wydarzeniach w życiu każdego młodego człowieka.

Czytaj dalej...

Udane małżeństwo

Idealne 600

 - Odeszłam od męża.
 - Dlaczego? Może da to się jakoś naprawić?
 - Albo za sobą zatęsknimy, albo się pozabijamy. Nie sądzę, by dało się to naprawić.
 - Ale, co się takiego stało?
- Nic. Mój mąż nie nadużywał alkoholu, nigdy mnie nie uderzył, czułam się wolna, mogłam chodzić na imprezy... Poprostu sie mijamy. Po 12 latach małżeństwa nie potrafimy ze sobą rozmawiać.
- A co na to wasz syn?
- Nic. Pyta się tylko, czy kogoś mam? Raz śpi u mnie, raz u ojca. Musiałam iść do szkoły, bo są jakieś problemy...
 Jest to krótkie streszczenie rozmowy z moją koleżanką.

Czytaj dalej...

Moja telewizja

page mojaTVx800- Nie oglądasz telewizji?

- Nie.

- No, co ty?! Ja, jak wracam z pracy do domu, robię obiad i oglądam moje ulubione seriale (i tu się zaczyna wyliczanka)

Ja mam TV na żywo w hospicjum, bo:

„Ostry dyżur” - jest co chwila,

„Jak oni śpiewają” - obstawa Mszy Św. hospicyjnej,

 

Czytaj dalej...

Pani Basia zakończenie

Pani-Basia

„Spałem i śniłem, że życie jest radością.
Obudziłem się i zobaczyłem, że życie jest służbą.
Zacząłem służyć i zrozumiałem, że służba jest radością”


Rabindranath Tagore


       Pani Basia bardzo czekała na ślub syna, który miał odbyć się za dwa tygodnie. Przygotowania trwały, choć niektórzy zastanawiali się, czy nie odwołać uroczystości. Chora była jednak temu przeciwna. Leżała w salonie, praktycznie na środku pokoju. Przez cały czas uczestniczyła w życiu rodzinnym. Można powiedzieć, że była „Pępkiem świata”.

Czytaj dalej...

Sobotni dyżur

serduszko 2„Naszym głównym celem nie powinno być wypatrywanie tego,
co odlegle i niewyraźne, lecz czynienie tego, co leży w zasięgu naszej reki”.


Thomas Crlyle


         Wreszcie trochę czasu wolnego, wpisuję się na cały sobotni dyżur jak kiedyś. Dziś dużo poza miastem a i upał doskwiera. Jedziemy najpierw do Martynki, do Wieniawy. Pamiętacie Martynkę? Ho! Ho! Teraz to już pannica! Spotykamy Ją razem z Mamą na spacerze. Urosła. To już nie ten sam maluch.

Czytaj dalej...

Post Daniela

post daniela„ Pobłogosław Panie Boże nas, ten posiłek, tych, którzy go przygotowali i naucz nas dzielić się radością ze wszystkimi, przez Chrystusa Pana naszego. Amen.”


Wcale tam nie chciałam jechać. Wolę góry i Kraków. Dostałam jednak „osobiste” zaproszenie i już nie wypadało odmówić, żeby potem nie żałować, że mogło się coś pomóc sobie, a się zawaliło sprawę… Pojechałyśmy w pięć osób na rekolekcje z postem Daniela, które organizują księża pallotyni, do Konstancina-Jeziornej. Oczywiście spóźnione, wypiłyśmy jeszcze przed wyjazdem kawę i zjadłyśmy pyszne lody, bo tam już nie dadzą! W duchu ofiarowałam ów post w bardzo ważnej sprawie i…w drogę.

Czytaj dalej...

Łukasz

A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego , Maria, żona Kleofasa i Maria Magdalena.
J 19, 25-26



Panią Marysię poznaję w bardzo trudnym momencie Jej życia, kiedy stoi przy łóżku swojego umierającego syna. Powyższy cytat z Pisma Św. został zaczerpnięty nie tylko ze względu na zbieżność imion.
Pierwsze spotkanie z Łukaszem było dla mnie dość przerażające. Jak to zwykle bywa, nachyliłam się nad łóżkiem chorego, mówiąc: „ Cześć! Mam na imię Monika” i pocałowałam Go w policzek. „Całusobiorca” zareagował gwałtownymi ruchami i chrapliwym oddechem, jakby chciał coś powiedzieć. Myślałam, że nagle Mu się pogorszyło! Teraz przyszło mi do głowy, że to On pierwszy się mnie przestraszył. Ale już na poważnie.
Ten młody, 25-letni chłopak walczył z bardzo złośliwym nowotworem mózgu- glejakiem. Mimo przebytej operacji i radioterapii guz szybko się rozrastał. Łukasz cały czas leżał, prawa część ciała była sparaliżowana, więc też nie mógł mówić, a wszystko rozumiał. Domownicy musieli po prostu odgadywać Jego pragnienia. Na skutek przyjmowanych leków masa Jego ciała bardzo się zwiększyła, doszło do uszkodzenia skóry. Takie spustoszenie choroba zrobiła w ciągu kilku miesięcy. Praktycznie już wtedy nic nie jadł i pił bardzo mało. Składniki potrzebne do życia dostawał przez kroplówki podawane tak często jak się tylko dało przez nasze lekarki i pielęgniarki.
Pani Marysia była przy synu cały czas, noc- dzień, dzień- noc. Obserwowała to, co robiliśmy, aby później samodzielnie, lub z mężem podawać choremu. Naprawdę, oboje przeszli szybki kurs pielęgniarstwa. No i muszę powiedzieć, że na „szóstkę”!  
Nigdy się nie skarżyła, nie płakała. Cicha, spokojna. Wiem, że dużo się modliła. Kiedy mówiła o synu, uśmiechała się, niestety z czasem te uśmiechy były coraz smutniejsze. Tylko raz uroniła przy nas łzy (my zresztą też nie mogliśmy ich powstrzymać), kiedy opowiadała, jak to Łukasz po powrocie ze szpitala podszedł do okna. Spojrzał wtedy na kwitnące, wiosenne drzewa i ...  rozpłakał się.
Wierzyła do końca, że będzie dobrze. Bóg chciał inaczej.
Czemu musiał odejść tak młody człowiek? Nie pytajcie, nie wiem.
Wiem tylko, że razem z księdzem Robertem ze swojej parafii, snuli plany wyjazdu w góry
i do Ziemi Świętej, odnaleźć ślady Boga. Snując te plany jeszcze pewnie nie wiedzieli, że Łukaszowi przyjdzie kroczyć tą najtrudniejszą drogą, żeby te ślady zobaczyć, drogą cierpienia.
Przez kilka ostatnich dni nasz chory był nieprzytomny, choć reagował na wszelkie bodźce z zewnątrz, dręczony atakami padaczki. Odszedł spokojnie, w środku dnia, przy naszych wolontariuszach. A przy Nim stała Matka Jego.
Łukasz, nie udało nam się pogadać. Mam jednak nadzieję, że kiedyś nadrobimy zaległości! Do zobaczenia w niebie, może być nawet „na dywaniku” u Szefa.



Z poważaniem
Wasz korespondent hospicyjny
Monika Wężyk
Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS

Na youtube