• Kolejna sobota         Umawiam się z doktor Marią na sobotę, ponieważ będzie u naszych chorych dzieci, u których już dawno nie byłam. Jeszcze do ostatniej chwili zastanawiałam się, czy brać ten dyżur, bo biorąc go, musiałam odłożyć wiele innych spraw na później. No trudno, ludzie ważniejsi.      5:20 pobudka i pedzę do…
  • Pan Tadeusz " Oto jest dzień, który dał nam Pan..."         Na ten właśnie dzień czekaliśmy rok, tzn. od roku czasu snuliśmy plany, jak to zrobić? Choć i tak decyzja ostateczna należy zawsze do Szefa, to musimy być przygotowani na każdą ewentualność.…
  • Cd pani ASI Miłość wszystko znosi, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzymaMiłość nigdy nie ustaje.” Rodzinę pani Asi poznałam rok temu. Stało się tak, że zamieszkałam dokładnie naprzeciwko Ich bloku.Niewielu znam ludzi, którzy tak potrafią kochać! Aż miło na Nich patrzeć, bo choć czasem złoszczą się na siebie, to nie mogą bez siebie…
  • Marzenie  "Minuta po minucie czyńcie wszystko dla miłości i stawajcie się świętymi"  Marzenia. Każdy z nas je ma. Jedne ogromne, inne całkiem malutkie. Chciałabym Wam opowiedzieć o kolejnym spełnionym hospicyjnym marzeniu.…

Ludzie hospicjum przychodzą zewsząd i znikąd...

z cudzego zapomnienia, z niepamięci własnych przeżyć,

z pogmatwanego świata.

Krętymi ścieżkami czyjegoś cierpienia

niosą płomyk nadziei, iskierkę radości, blask czuwania...

Ludzie hospicjum miewają chwile zwątpienia

bezmiar ludzkiego bólu przytłacza, smutek pożegnań rani

skłania do ucieczki w nicość...

A potem nastają powroty. Tunelem strachu przed nieznanym,

do ciasnej przestrzeni zaufania,

do rozpływającej się nieskończoności łzy,

do stygnącego ciepła ludzkiej egzystencji.

Ludzie hospicjum nie czują chłodu obecności

w pochyleniu nad odchodzącym bratem

czują oddech wiary we Wszechmogącego.

W torbie życiowych przyzwyczajeń niosą cierpliwość i wyrozumienie

niosą miłość, niosą po prostu siebie...

 

Grażyna Przybylska-Went

piątek, 25 lutego 2011 20:05

Dzwoni telefon

Napisane przez  Administrator
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

         Dzwoni telefon. Odbiera dr Maria. Jakiś czas z kimś rozmawia. Dochodzą do mnie pojedyncze słowa: „...Gonimy już resztką sił, ale oczywiście nie mogę pani odmówić pomocy...”Tzn., że zostało przyjęte nowe zgłoszenie w Hospicjum Królowej Apostołów w Radomiu.


        Mój dyżur jest w sobotę, ponieważ wtedy mogę poświęcić tam cały dzień. O godz. 10 jest śniadanie, na którym rozmawiamy o tym co nas czeka. Dziś zaczynamy Mszą Św. u pana Stasia, którego stan jest ciężki, ale ma ogromną wolę walki. Wszyscy Go podziwiamy. Jedziemy w pięć osób; ks. Marek, dr Maria, trzy wolontariuszki, które odwiedzają naszego chorego i ja, Monika. Rodzina już na nas czeka. Najpierw jest Spowiedź, a potem Msza Św., podczas której wszyscy przystępujemy do Komunii Św. Pokój jest rozświetlony światłem ze wszystkich lamp. Podczas modlitwy Ojcze Nasz, trzymając się za ręce  robimy krąg. Widzę w wtedy łzy w niektórych oczach. Każdy każdemu przekazuje znak pokoju, jako jedna, wielka rodzina. Po Eucharystii jest czas na kawę i ciasto oraz pogawędkę. Są kawały o blondynkach i teściowej, które rozbawiają pana Stasia jak też nas wszystkich. Chory dziękuje za wspólną modlitwę, jest wyraźnie radośniejszy. Musimy jechać dalej.


Mamy teraz trochę czasu, więc bierzemy się za mycie naszych żółtych pojazdów (posługa wolontariusza Hospicjum, nie ogranicza się tylko do obecności przy chorym). Jeszcze tylko wspólny, szybki obiad i w drogę.
Zabieramy naszego nowego wolontariusza Dawida i w składzie dr Maria i ja, jedziemy do Kasi, naszego chorego dziecka. Kasia jest na nas troszkę obrażona. Swoim zachowaniem próbuje nas w pewnym sensie szantażować. Kiedy doktor ją bada, my mamy czas porozmawiać z resztą rodziny i zaprzyjaźnić się z psem, który zostaje przekupiony przez Dawida ptasim mleczkiem. Po badaniu, jest „100 pytań do...”, czyli mama dziewczynki pyta lekarza; co, jak, po co i dlaczego tak. Niektóre trudne pytania zostają jednak bez odpowiedzi. Żegnamy całą zwariowaną rodzinkę i wracamy do „bazy”. 

          Chwila oddechu. Coś, jakiś nudny dziś ten dzień- myślę sobie, a kiedy tak sobie pomyślę, zawsze zdarzy się coś niespodziewanego. Ale po kolei. Razem z naszą pielęgniarką Basią, jedziemy do pana Jana ( nowotwór pęcherza moczowego). Jestem tu po raz pierwszy. Nie będę Wam opowiadać na czym polega posługa przy tym chorym, bo jest to dość nie miłe dla samego chorego, jak i dla naszych wolontariuszy (przynosi jednak ulgę panu Janowi!).Ja w czasie, kiedy medyczni zajmują się panem Janem, albo rozmawiam z jego żoną, albo biegam co chwilę po coś do karetki. Kiedy wizyta zbliża się do końca, dr Maria dostaje telefon. Dzwoni córka chorej z nowotworem gruczołu krokowego. Są jeszcze pod opieką przychodni paliatywnej i mieli przyjść do nas w poniedziałek, ale chora krwawi i bardzo źle się czuje. Szybka decyzja, choć dość trudna, bo; jest już późno, przed dr Marią jutro daleka droga a już jest zmęczona i do tego, pierwsze wizyty trwają długo. Jesteśmy niedaleko, jedziemy.


         W domu zastajemy dwie córki i męża chorej, zdenerwowanych i zrozpaczonych. Stan pani Krysi bardzo ciężki. I teraz szybka akcja. Doktor razem z pielęgniarką próbują zatrzymać krwawienie z guza, ja w tym czasie łamię ampułki, nabieram lek do strzykawki i biegam w te i we w te do karetki po wszelkie brakujące medykamenty ( dobrze, że to drugie piętro), oraz opowiadam panu Mieczysławowi (mężowi chorej) o naszej posłudze. Słyszę słowa  skierowane do mnie:„ Ty chyba jesteś bez grzechu, bo ciągle Msze Św, Komunie?” Panie Mieciu, niestety jesteśmy zwykłymi ludźmi. Mamy swoje kłopoty, wady ,złe dni. Doktor później będzie się ze mnie śmiała, że jestem „chłopcem na posyłki”. Mogę być nawet chłopcem, jeśli tylko na coś się przydam!


         Po chwili udaje się zatamować krwawienie, a w między czasie zostają podane kroplówki i leki przeciwbólowe. Zostaje założony opatrunek. Przyjeżdża  ks. Marek. Kiedy pani Krysia zostaje „zabezpieczona fizycznie”, czas na „zabezpieczenie duchowe” tzn. Spowiedź Św. i Sakrament Chorych. Wszyscy stajemy dookoła  modląc się w intencji chorej i w jej intencji przyjmujemy  Komunię Św. Pani Krysia zasypia. Teraz przy herbacie jest czas, aby spokojnie porozmawiać, dowiedzieć się o przebiegu choroby, zapoznać się z rodziną i podtrzymać ją na duchu.

         Zakładamy zeszyt, w którym będzie zapisywane wszystko, co zostało podane, jaki był stan chorej, jakie leki, jak podawać i kto z wolontariuszy przychodzi. Oraz wszelkie możliwe telefony do nas.
Zostaje założony chorej tzw. motylek, aby leki podawać pod skórę. Lek ten będzie nieustannie podawać takie małe urządzenie (to jest dopiero technika!) .
To, co mnie uderza podczas tej wizyty, to sposób w jaki pan Miecio zwraca się do swojej żony. Pani Krysia już nie jest młoda, a Jej wygląd pozostawia wiele do życzenia i do tego jeszcze ta rana. No i to, że trzeba pomóc w toalecie i w ogóle. On bierze żonę na ręce i mówi-„ Moja ty królowo”. Piękne, prawda?!

         Umawiamy się, że jutro wieczorem przyjedzie pielęgniarka i zrobi następną dawkę leku, oraz ewentualnie zmieni opatrunek , poda kroplówkę i założy cewnik.
Jest godz.0.20. Żegnamy wszystkich, życząc spokojnej nocy. Kiedy podchodzę do pani Krysi mówi do mnie: „ Bóg zapłać za wszystko”. Całuję Ją w policzek i mam nadzieję, że zobaczymy się jutro. Nie myślcie, że chcę jechać do pani Krysi, bo nie mam co robić w niedzielę. Nie. Tylko tak sobie myślę, że jak zespół, to zespół. Zawsze do czegoś się przydam Basi, naszej pielęgniarce, no i zobaczę całą rodzinkę, którą zdążyłam polubić.
Niestety. Następnego dnia po południu dostaję wiadomość, że pani Krysia zmarła.
Jest to trudne. Tyle wysiłku i wszystko na marne! Zmęczenie, nie wyspanie, cały ten stres. Jednak nie prawda, bo kiedy później słyszę słowa osoby osieroconej:

„...Wielkie dzięki wszystkim wolontariuszom. To tacy dobrzy Aniołowie, którzy służą swoją pomocą. Dziękujemy za każdą pomoc z waszej strony, za wsparcie duchowe, rozmowę, uśmiech. Gdy patrzyłam na pracę dr Marii, na jej oddanie mimo zmęczenia, myślałam, skoro Ona tak może to ja też dam radę. Postanowiłam już wtedy, że zostanę jedną z nich. Na zawsze pozostaniecie w naszych sercach!...” (Anna Bińkowska)

To był naprawdę dobry dzień. Chwała Panu.

Wasz czasem zasapany korespondent hospicyjny
Monika Wężyk

Ostatnia aktualizacja: piątek, 25 lutego 2011 20:46
Administrator

Administrator

E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Więcej z tej kategorii: Małgosia »

Aby dodać komentarz należy się zalogować.
W tej momencie nie masz uprawnień do wystawienia komentarza.

Alternative flash content

To view this Flash you need Javascript on your browser and updated version of flash player.

Get Adobe Flash player

facebook

Licznik od dnia 02.11.2011

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj39
mod_vvisit_counterWczoraj339
mod_vvisit_counterW tym tygodniu2911
mod_vvisit_counterW poprzednim tygodniu3052
mod_vvisit_counterW tym miesiącu9122
mod_vvisit_counterW poprzednim miesiącu15304
mod_vvisit_counterRazem118722
Copyright © link do domeny     Joomla Templates
Sponsor serwisu - home.pl - domeny, hosting, sklepy