„Nasze dobro jest tylko kroplą, ale bez tej kropli świat byłby gorszy”
Matka Teresa
Hospicjum Królowej Apostołów opiekuje się ludźmi w terminalnej fazie choroby nowotworowej, jedynie dzieci są z różnymi chorobami. Patryk, Kasia, Artur, Magda, a od niedawna Dominik i Weronika. Choć wszystkich chorych darzymy ogromną miłością i oddaniem, tak dla dzieci , jesteśmy w stanie „góry przenosić”! Nie wierzycie? A to?!
Wolontariuszka czuwa przez całą noc przy łóżku naszego Artka, który właśnie wrócił ze szpitala. Następnego dnia idzie rano do pracy a wysyła do mnie sms „...Ciekawe, co u Niego, czy lepiej oddycha? Nie wytrzymam tak długo bez wieści i bez kontaktu z Artkiem. Jeśli trzeba mogę iść tam znów na noc!”
Jest takie powiedzenie : „Całe życie z wariatami” a ja mówię: „Mam nadzieję, że całe życie z takimi„wariatami!”. Do 7,5 rocznego Dominika na pierwszą wizytę jedziemy akurat w sobotę wieczorem w składzie ks. Marek, dr Maria i ja. Jest to aż za Szydłowcem. Troszkę się boję tych odwiedzin. Zabieram ze sobą moich „pomocników” tzn. pana Bobra i małego psa Bernardyna, bo choć z Dominikiem nie ma kontaktu, to jest tam Jego siostra 10-letnia Wiktoria.
Rodzina trochę wystraszona. A mały Dominik wygląda...! Aż serce ściska! Ma sondę włożoną do buzi, jest bardzo wyniszczony przez chorobę, sama skóra i kości. Ma bardzo rzadką chorobę metaboliczną, która powoduje postępujące uszkodzenie układu nerwowego.
Mając utrudniony dostęp do profesjonalnej opieki medycznej, zapukali do naszych drzwi. Rzadko widzi się taką miłość i oddanie jaką okazują rodzice tego chorego dziecka! Mama przeprowadza tak poważne zabiegi jak zakładanie sondy, odsysanie itp. Tata tuli, głaszcze, przewija... I chyba Oni wiedzą najlepiej jeśli mówią, że świat byłby gorszy bez takich dzieci, bo to One pokazują, co jest w tym życiu tak naprawdę ważne.
Kiedy doktor z księdzem przeprowadzają wywiad z rodzicami, ja poświęcam uwagę Wiktorii.
Dziewczynka jest bardzo kochana przez domowników, którzy jednak nie mogą poświęcić Jej zbyt wiele czasu, ze względu brata.
Moi „pomocnicy” spełniają dobrze swoje zadanie, szczególnie pan Bóbr. Udaje nam się nawiązać kontakt. Dużo rozmawiamy, malujemy i właśnie teraz wychodzi zmęczenie całotygodniową pracą. Oczy same się zamykają. Ale przecież nie jestem tu dla siebie. Biorę się w garść, otwieram szerzej oczy i wciąż wymyślam nowe zabawy.
Wracam bardzo zmęczona, ale ze spokojnym sumieniem, że dałam z siebie wszystko! Na jednej z kolejnych wizyt jest z nami stomatolog, dr Monika i usuwa Dominikowi 7 zębów (bardzo konieczny zabieg). Później dołącza do naszego zespołu Ania i tak wspólnie staramy się ulżyć całej rodzinie.
A widzieliście kiedyś aniołka? Nie, nie takiego gipsowego lub na obrazie w kościele. Prawdziwego! Maleńki, trochę pulchniutki, kręcone jasne włosy i niebieskie oczy. Skrzydełka na czas obecności na ziemi, zostawiła w niebie. Weronika, bo tak ma na imię nasz aniołek ma 7 miesięcy. Urodziła się z pogłębiającą się wadą płuc. Serce nie dostając tyle tlenu ile potrzeba, również zaczęło odmawiać posłuszeństwa. Weronika nie ma siły płakać, tylko pojękuje, a jedzenie to dla Niej duży wysiłek.
Jej rodzice muszą się borykać z wieloma trudnościami, sprawy urzędowe zajmują wiele czasu a tu trzeba jak nie do szpitala to do przychodni. A to, co ważne to, że są w miarę możliwości wszyscy razem. Razem z wolontariuszką Anią nie możemy oderwać od Niej wzroku, kiedy leżąc w objęciach swojego taty, łapczywie pije mleko.
Kiedy całuję Weronikę na pożegnanie w czółko, czuję Jej delikatną skórę. Dotyk ten robi na mnie duże wrażenie. Jeszcze wtedy nawet nie przypuszczam, że to jest nasze pożegnanie. Po niecałym tygodniu dostaję wiadomość, że Matka Boża zabrała swojego aniołka do nieba 3.05.2007. I choć stale sobie tłumaczę, że teraz już nie cierpi i jest szczęśliwa, to nie mogę powstrzymać łez.
Czemu Panie Boże pozwalasz na to!? Czy warto było dawać tym młodym ludziom nadzieję, a teraz ją tak brutalnie zabrać!?- nie uzyskuję odpowiedzi.
Teraz musimy otoczyć opieką rodzinę (i was też proszę o modlitwę za Nich), bo jeśli my płaczemy, to co dopiero Oni? Dziękuję Boże za to, że mogłam spotkać tu na ziemi aniołka. Dziękuję za ten dotyk. Żałuję tylko, że to był dla mnie tylko raz. Weroniko, nasz mały, kochany aniołku, wspieraj nas tam z góry w tej naszej ciężkiej posłudze tym bardziej, kiedy jedziemy do dzieci.
Wasz zapłakany
Korespondent hospicyjny
Monika Wężyk
;


















