Menu

Baner Hosp strona2

A+ A A-

Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /libraries/vendor/joomla/registry/src/Registry.php on line 737

Matka Jezusa

Matka Jezusa

„ ...Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: „Oto syn Twój”. Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja”. I od tej godziny uczeń  wziął Ją do siebie”

J. 19, 26-28


      Kolejne, pracowite popołudnie w hospicjum. W sumie trzy wizyty, w tym dwie poza Radomiem. Wszystkie trudne, bo a to nie można założyć cewnika, a to trzeba chorego wysłać do szpitala i to natychmiast! Ja chciałabym się podzielić z Wami tym, co dla mnie było najtrudniejsze tego dnia.

         Nie mogłam być na ostatnim spotkaniu dla posługujących, gdzie omawiani są nasi chorzy, ich sytuacja, problemy, więc, kiedy powiedziano, że jedziemy do pani Ani, pomyślałam, ot, kolejna chora. 

       Kiedy weszliśmy do domu „przywitał” nas płacz i krzyki dziecka. Nie bardzo wiedziałam o co chodzi. Weszliśmy do małego pokoju umalowanego na niebiesko, gdzie ściany domagają się odświeżenia. Moim oczom ukazał się taki widok. Na takim rozkładanym fotelu, tuż nad podłogą leżała młoda, 36 letnia kobieta. Rurka tracheotomijna w szyi, jedno oko na wpół przymknięte z powodu paraliżu. Wita nas uśmiechem i szeptem. Nogi mi wrosły w podłogę. Przecież Ona jest młodsza ode mnie, pomyślałam!

       Jak zwykle nastąpiło badanie chorej. Pani Ania porozumiewała się z otoczeniem za pomocą kartki i długopisu. W ten sposób przekazała doktor wszystkie potrzebne informacje, resztę dokończyła mama chorej kobiety. Wkrótce okazało się, z jakiego powodu był ten płacz. Otóż syn naszej podopiecznej Borys, złapał jakąś infekcję i podawany antybiotyk nie tylko nie poprawił stanu zdrowia, ale pojawiła się wysypka. Dziecko usłyszało, że jeśli kolejny lek nie pomoże, będzie musiało pojechać do szpitala. Jak można nie być przestraszonym, kiedy się słyszy coś takiego a mama po przyjściu właśnie ze szpitala, wygląda tak, jak wygląda?


        Borys się uspokaja, zostaje z nami w pokoju. Zajmujemy go rozmową o rysowaniu, nawet coś tam rysuje na karteczce. Zostaję przedstawiona jako „nadworna” malarka i że potrafię malować anioły. Pada propozycja, żebym narysowała anioła dla Borysa. Pytam chłopca jak jego zdaniem wygląda anioł? Według niego ma długie, ciemne włosy, skrzydła, aureolę, długą suknię. Pytam czy ma nogi? Odpowiedź brzmi: „Po co mu nogi, jak ma skrzydła?” Wszyscy oczywiście wybuchają śmiechem, że zadają takie niemądre pytania, ale ja mam w tym ukryty cel! To ciekawe, jak dzieci widzą te Niebieskie Stworzenia, oprócz tego, wciągamy chłopca w rozmowę (może na chwilę zapomnieć o kłopotach) i po prostu z nami pobyć! Rysuję na małej karteczce aniołka według opisu Borysa, trzymającego serduszko. Gotowy rysunek bardzo się podoba. Pada pytanie, czy może wziąć i czy ... może się do Niego modlić? Mówię, że do tego nie, ale namaluję anioła, którego poświęcimy i do którego będzie można się modlić.

        Anioł był gotowy w ciągu trzech dni. Po kilku kolejnych, został poświecony. Jednak zawsze coś stało na drodze, żeby obraz zawieść. Okazja nadarzyła się dopiero w Wielki Piątek. Na wizytę jechaliśmy z bijącymi sercami, nie wiedząc, co nas czeka, bo chora właśnie przyjechała z naświetlań.

       Pani Ania bardzo, bardzo słaba. Nawet tak proste badanie jak podniesienie nóg do góry, zmęczyły chorą. Obraz został zaakceptowany uśmiechem i szeptem, że bardzo ładny i „wylądował” w pokoju syna  (nawet pasował kolorystycznie do koloru pokoju). Aby nasza podopieczna mogła odpocząć, przeszliśmy do pokoju obok. Babcia nam wyjawiła, że martwi się o wnuczka, ponieważ jak sam stwierdził, jego modlitwy nie przynoszą rezultatów. Miał nadzieję, że teraz, gdy mama wróci ze szpitala będzie już dobrze... Ks. Marek poszedł z nim pogadać. Jak przebiegała rozmowa, nie wiem, ale tak sobie myślę, że ciężko jest wytłumaczyć małemu chłopcu to, co się dzieje. Dlaczego jego mama jest tak ciężko chora i nie może się z nim bawić, odrabiać lekcji a woli spokój i ciszę?! Dlaczego???

      Borys ma jeszcze jedną Mamę, która będzie przy nim, gdy ta odejdzie. Nie zdaje sobie z tego sprawy, że jest pod szczególną opieką Maryi. Ona wie, co to znaczy stracić najbliższego i go nie opuści! Tylko jak ciężko w to uwierzyć?


„Oto Matka twoja”


wasz korespondent hospicyjny
MonikaWężyk

Więcej w tej kategorii: « Św. Weronika Znów zaczęliśmy »

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

powrót na górę

Na youtube