Menu

Baner Hosp strona2

A+ A A-

Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /libraries/vendor/joomla/registry/src/Registry.php on line 737

Mój czas wolny

Mój czas wolny

Czas wolny - bardzo zajęty


Wreszcie koniec sezonu i trochę więcej czasu wolnego. Nadeszła sobota 27.12 i dzień mojego dyżuru z doktor Marią.

    Jak to się często zdarza, mała zmiana planów. Mam pojechać razem z Anią pielęgniarką do pana Grzesia (doktor jest na innej wizycie i ma do nas dołączyć). Na dziś zaplanowano tu Mszę Św. z okazji 15- lecia małżeństwa Basi i Grzegorza. Jest cały dom ludzi, ok. 50 osób, ks. Proboszcz no i my, dwie przestraszone wolontariuszki hospicjum. Piszę przestraszone, bo chory jest w ciężkim stanie i ewidentnie coś się dzieje. Bardzo szybki puls i niskie ciśnienie. Może w ten sposób reaguje na ten otaczający Go gwar, a może to coś innego??? Stoimy obok łóżka, od czasu do czasu na nie zerkając. Najcudowniejszy jest najmłodszy syn, Albert, który wskakuje obok Taty. Wszyscy przyjmują Komunię Św. w intencji Jubilatów. Sam chory , jako, że nie przełyka otrzymuje odrobinę Krwi Pańskiej w małej strzykawce. Wszystko przebiegło bez zakłóceń. Ciśnienie się podniosło po podaniu wody z solą. I po co było się tak bać? Po Eucharystii oczywiście poczęstunek i kiedy zostajemy praktycznie same, przystępujemy do zmiany plasterków i opatrunków. A jest tego nie mało. Wszystko się robi powoli, odmaczając najpierw plasterek przed zdjęciem, bo skóra jest bardzo delikatna i podatna na urazy. Trzeba jeszcze odessać chorego, co nie jest przyjemne dla nikogo, ale przynosi ulgę w oddychaniu.

    Wracamy do bazy na Wiejską i zabieramy ks. Marka. Przed nami nowa wizyta u dziecka. Jedziemy ok. 20 km poza Radom. Mały, drewniany dom bez łazienki i wszelkich wygód. Mateusz, (tak ma na imię główny bohater) patrzy na nas z zainteresowaniem. Urodził się jako wcześniaczek z wodogłowiem pół roku temu. Od tego czasu jest pierwszy raz w domu rodzinnym, bo przebywa w hospicjum w Łodzi. Teraz nasz malec waży ok. 6 kg i jest uroczy! Zapoznajemy się z Rodziną, doktor oczywiście bada Mateusza, co Mu wcale nie odpowiada. Umawiamy się na kolejną wizytę, tak, by była cała Rodzina na 1.01 i wracamy do Radomia, bo czeka nas jeszcze jedna pierwsza wizyta.

    Starsze małżeństwo ok. 80-letnie. Pani Elżbieta jest bardzo obolała. Nie daje dotknąć sparaliżowanej ręki, do tego leży praktycznie cała mokra. Po podaniu leków przeciwbólowych robimy toaletę. Chora ma powalający uśmiech. Jest spowiedź i Msza Św. przy łóżku, oraz sesja zdjęciowa. Doktor Maria razem z księdzem zwracają uwagę na pewne rzeczy, które znajdują się w domu. Mimo, że Rodzina katolicka a otaczają się przedmiotami z pogranicza magii. Wszystkie te rzeczy zostały wyrzucone, bo nie idą  w parze z wiarą w Chrystusa, który właśnie wszedł do tego domu.

    Doktor umawia kolejną wizytę na jutro, czyli niedzielę przed południem, aby sprawdzić działanie leków przeciwbólowych i ogólny stan podopiecznej. Zgłaszam się na ochotnika i w ten sposób jestem tu również następnego dnia (dołączyła do nas wolontariuszka Ania).
     Pan Mieczysław, mąż chorej, widać, że odżył, uspokoił się, choć raczej nie radzi sobie z prowadzeniem domu i opieką nad żoną.

     Dziś już leki działają i możemy panią Ele posadzić na krzesełku toaletowym, aby sprowokować wypróżnienie, którego od dawna nie było, jednak bezskutecznie. Znów toaleta, kroplówka i próby przekonania pana Mieczysława do np. materaca przeciwodleżynowego zakończone bezowocnie.
     I tak wygląda każdy kolejny dzień u pani Eli. Każdego ranka, (nie wyłączając niedziel i świąt) wolontariusz razem z pielęgniarką dzwonią do tych drzwi, aby pomóc w pielęgnacji; umyć głowę, posadzić na krzesełko toaletowe, podać leki i picie oraz na koniec przy kawie pogadać z panem Mieczysławem. W nagrodę? Uśmiech panie Eli jest bezcenny!

Cd.

    Dwa tygodnie później jestem znów z Anią aby zmienić opatrunki.  Na widok ciała całego w plasterkach robi mi się nie dobrze. Chyba nie dam rady! Wszystko trzeba robić bardzo delikatnie, bo skóra rwie się jak papier. Padam na kolana, w tej pozycji jest najwygodniej, ale ten widok przypomina mi ciało Chrystusa zdjętego z krzyża a obok stoi Matka (Mama pana Grzesia), więc jak tu nie klęknąć?! Dołącza do nas doktor Maria i kiedy już jest wszystko skończone, okazuje się, że jest w pampersie stolec i niektóre plasterki musimy zmienić, bo pod nie podpłynęło.


    Ania umawia się na kolejną wizytę w poniedziałek na 16. Pan Grześ odszedł właśnie o tej godzinie...

„Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie”

Wasz korespondent hospicyjny
Monika Wężyk 

Więcej w tej kategorii: « Cd pani ASI O nas »

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

powrót na górę

Konferencje 2017 - Relacje Wideo

  • Wartość życia – hospicjum perinatalne -  prof. dr hab. n. med. Bogdan Chazan
  • Obecność księdza E. Dutkiewicza SAC w życiu wolontariuszy hospicyjnych - dr Anna Byrczek
  • Nauczyciel we współczesnej schola mortis - dr Agnieszka Janiak
  • Uczynki miłosierdzia w perspektywie posługi hospicyjnej - ks. prof. dr hab. Waldemar Chrostowski
  • Żałoba jako doświadczenie bólu wszechogarniającego - dr Jolanta Grabowska-Markowska
  • Jak przeżywają żałobę dzieci - dr Joanna Domańska
  • Posłańcy Bożego Miłosierdzia - dr Robert Wiraszka
  • O seniorach w hospicjum - prof. dr hab. n. med. Krzysztof Bielecki
  • Dobra Nowina w formacji duchowej wolontariatu - dr hab. Krzysztof Leśniewski
  • Bezradność i zaradność w opiece nad nieuleczalnie chorym dzieckiem - ks. dr Grzegorz Godawa
  • Jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci - dr hab. Józef Binnebesel
  • Otwarcie duchowe na chorego a zawód lekarza – narracje lekarzy - dr Beata Antoszewska