Wolter
Czy kiedyś się zastanawialiście, jakimi jesteście szczęściarzami? Macie ręce i nogi i możecie zrobić z nich użytek. A do tego macie ok. 50 lat, czyli całkiem jeszcze młodzi, lecz...
Czy to nie jest powód, aby się załamać? Ano jest. Jakby jeszcze tego było mało, okazało się, że pan Krzysio, mąż chorej, ma nawrót choroby nowotworowej!
Ten najlepszy pielęgniarz, który przewijał, karmił, kąpał itd. teraz sam potrzebuje pomocy!
Wolontariusze hospicjum wraz z ich rodziną, muszą stanąć na wysokości zadania i nie pozwolić, aby któremukolwiek z naszych podopiecznych przyszło do głowy rozstać się z życiem, z tego np. powodu, że nie ma się kto nimi zająć. To naprawdę straszne czuć się ciężarem dla swojej rodziny! Pan Krzyś jadąc na chemię do Warszawy napisał do nas list z prośbą, żebyśmy nie zapominały o Asi i odwiedzały Ją częściej. On natomiast zrobi wszystko, aby jak najszybciej wrócić do zdrowia.
Nie jest łatwo. Możecie być pewni, ale jak to się u nas mówi: „Nikt nie obiecał, że będzie łatwo.”
Posługa wolontariuszy to nie tylko imprezy urodzinowe podopiecznych ale też ciężka praca!
Myślałam, że już tak wiele widziałam, że i z tym dam sobie radę. Posłuchajcie.
Piękny dzień 15-go sierpnia. Jedziemy do pana Stefana. Maleńki domek, przez otwarte okno do kuchni „gramolą” się kwiaty z ogródka, w radio- Msza Św. Po prostu pięknie!
Dostaję specjalne zadanie tzn. mam trzymać miskę podczas zmiany opatrunku na twarzy chorego. Choć nie widzę rany, to jednak moja wyobraźnia pracuje. Robi mi się dziwnie słabo. Dr Iza mówi żebym wyszła na dwór i sama z pielęgniarką Beatą kończy opatrunek.
Możecie to sobie wyobrazić? Brak lewej części twarzy od nosa aż do ucha. Jedna, wielka rana.
Z tego, co się dowiaduję, ten nowotwór był do wyleczenia, kiedy był niewielkim guzem na skroni. To było 7 lat temu. Teraz możemy już tylko podawać leki przeciwbólowe i osłaniać ranę opatrunkiem, dbając żeby nie doszło do jej zakażenia.
Co drugi dzień, dwóch lub trzech wolontariuszy jedzie tam na zmianę opatrunku.
Przy chorym jest zawsze żona, pani Marysia. Uśmiechnięta, rozgadana, sympatyczna osoba, która dotąd sama opiekowała się mężem. Zawsze przeżywa zmianę opatrunku. Boi się, że w godzinie śmierci męża będzie sama. Zapytacie o dzieci? Zajęte swoimi sprawami.
Nie mogę jednak pominąć sąsiadów tej Rodziny, zawsze gotowi do pomocy. Czy to podrzucić ciasto, czy przyjść na wspólną modlitwę, czy choćby posiedzieć z panem Stefanem, kiedy żona musi wyjść z domu. Powoli się „oswajam” z widokiem twarzy naszego chorego. Najgorsze jest ściąganie starego opatrunku.
Autor nie znany
Mijają kolejne dni, tygodnie, a nasze Rodziny muszą się zmagać z górami różnych problemów. I z tego, co widzę, to najbardziej boli... samotność. Na to nie ma tabletki. Jest tylko lub aż - drugi człowiek!
Monika Wężyk
;


















