Ludzie hospicjum przychodzą zewsząd i znikąd...
z cudzego zapomnienia, z niepamięci własnych przeżyć,
z pogmatwanego świata.
Krętymi ścieżkami czyjegoś cierpienia
niosą płomyk nadziei, iskierkę radości, blask czuwania...
Ludzie hospicjum miewają chwile zwątpienia
bezmiar ludzkiego bólu przytłacza, smutek pożegnań rani
skłania do ucieczki w nicość...
A potem nastają powroty. Tunelem strachu przed nieznanym,
do ciasnej przestrzeni zaufania,
do rozpływającej się nieskończoności łzy,
do stygnącego ciepła ludzkiej egzystencji.
Ludzie hospicjum nie czują chłodu obecności
w pochyleniu nad odchodzącym bratem
czują oddech wiary we Wszechmogącego.
W torbie życiowych przyzwyczajeń niosą cierpliwość i wyrozumienie
niosą miłość, niosą po prostu siebie...
Grażyna Przybylska-Went
Najbardziej niedojrzałym sposobem radzenia sobie z żałobą w obliczu śmierci kogoś bliskiego jest ucieczka od bólu, negowanie straty, udawanie, że nic się nie stało.
Alternative flash content
To view this Flash you need Javascript on your browser and updated version of flash player.