| Świadectwa o bł. Janie Pawle 2 |
|
|
|
|
ks. kard. Fiorenzo Angelini, mówi: „Kiedy Jan Paweł II (po postrzeleniu przez zamachowca) znalazł się w szpitalu, zastał tam swój Kościół. Bardzo łatwo więc mógł uczynić swoje łóżko swego rodzaju katedrą. Była to katedra bardzo oryginalna i przemawiająca wprost do serca. Pobyt w szpitalu nie był momentem statycznym Jego pontyfikatu, była to wielka lekcja dla nas wszystkich. Myślę, że właśnie ten etap zapisał się w historii jako czas charakterystyczny, może nawet mocniejszy niż cuda, które dzieją się za Jego przyczyną. Pamiętam, że przed jednym z moich wyjazdów poza granice Włoch odprawiałem w szpitalu wraz z Ojcem Świętym Mszę Świętą. Dzięki łasce Bożej odprawiłem ich w moim życiu wiele, ale tamta szpitalna pozostaje niezapomniana i ciągle do niej wracam.
Wierzę, że Jan Paweł II jeszcze przed śmiercią oglądał naszego Stwórcę. Pamiętam tę ostatnią Drogę Krzyżową w rzymskim Koloseum, kiedy nie mógł już chodzić i tylko ściskał w swoich rękach krzyż. Nie był to obraz aktora z teatru dramatycznego, ale obraz świętego, który mówił: "Za chwilę Cię zobaczę, Panie mój". (…) Jeżeli musiałbym jakoś nazwać te dni odchodzenia Jana Pawła II, powiedziałabym: „Tak umiera święty”. Na kilka lat przed śmiercią, w 2000 roku w Fatimie, Jan Paweł II zwrócił się do wszystkich chorych z poruszającym orędziem nadziei, która stała się też jego udziałem: „Jeżeli ktoś lub coś każe ci sądzić, że jesteś już u kresu, nie wierz w to! Jeżeli znasz odwieczną Miłość, która cię stworzyła, to wiesz także, że w twoim wnętrzu mieszka dusza nieśmiertelna. Różne są w życiu «pory roku»; jeżeli czujesz akurat, że zbliża się zima, chciałbym, abyś wiedział, że nie jest to pora ostatnia, bo ostatnią porą twojego życia będzie wiosna: wiosna zmartwychwstania. Całość twojego życia sięga nieskończenie dalej niż jego granice ziemskie: czeka cię niebo!”. Arturo Mari, osobisty fotograf Jana Pawła II, wspomina: „Był 1 stycznia. Właśnie zakończyłem pracę, wysłałem zdjęcia i informacje z celebracji w Bazylice św. Piotra z okazji Światowego Dnia Pokoju do agencji. Było po godzinie 15.00. Kiedy wszedłem do domu, zadzwonił telefon. Bp Dziwisz prosił, bym szybko wrócił do Domu Papieskiego. Pomyślałem, że musiało się wydarzyć coś ważnego. Wchodzę do apartamentu, potem do prywatnej kaplicy. I tam widzę sytuację niezwykłą - Ojciec Święty klęczy przy wózku inwalidzkim, na którym siedzi młody, mniej więcej 28-letni mężczyzna... Chłopak był bardzo chory na nowotwór, wyglądał jak szkielet. Mógł ważyć około 30 kilogramów, sama skóra i kości. Tylko jego oczy były ogromne. Kiedy spytałem, co się dzieje, powiedziano mi, że młody człowiek pochodzi z niewielkiej miejscowości niedaleko Brescii, z bardzo ubogiej rodziny, i że jego sąsiedzi złożyli się na bilet lotniczy, ponieważ jego marzeniem było spotkać przed śmiercią Papieża. Kiedy dotarli do Bazyliki Świętego Piotra, rodzina chłopca doprowadziła wózek do Spiżowej Bramy i poprosiła o spotkanie z Ojcem Świętym. Gwardia szwajcarska powiedziała, że to bardzo trudne, ponieważ nie złożyli wcześniej żadnego wniosku, żadnego podania, że są przeszkody związane z problemami bezpieczeństwa, protokołem itd. Tak czy inaczej, po pewnym czasie Szwajcarzy zrozumieli, że jest to sytuacja wyjątkowa, zadzwonili do arcybiskupa Stanisława i powiedzieli mu, co się dzieje. On natychmiast polecił, żeby wnieść chłopca na górę. Wniesiono go, było z nim pięć osób. Ojciec Święty przyjął ich w kaplicy i w chwili, kiedy tam wszedłem, właśnie się modlili. Była to niezwykle wzruszająca scena. Ojciec Święty klęczał tak, modląc się i trzymając chłopca za rękę, jeszcze około 20 minut. Następnie wstał, objął go, pobłogosławił, potem rozpiął swoją białą szatę, spod koloratki wydobył łańcuszek z krzyżykiem, zdjął go, a następnie nałożył na szyję tego chłopca, po czym znów go pogłaskał i pocałował. W chwili, gdy miał się oddalić, chłopak chwycił Go za rękę i powiedział: „Ojcze Święty, dziękuję. Był to najpiękniejszy dzień mojego życia. Mogę powiedzieć jedynie »dziękuję«. Do zobaczenia w raju". Nie był zrozpaczony, uśmiechał się, jak gdyby szedł na inne spotkanie, jeszcze piękniejsze. Zanim chłopiec z rodziną odeszli, zakonnice przygotowały dla nich woreczek z pożywieniem. I poszli sobie. Dwa dni później chłopiec umarł. Możesz spytać: „Cóż w tym jest cudownego, skoro chłopiec nie wyzdrowiał?". A jednak to był dla mnie cud - cud jedności i miłosierdzia. W tym momencie chłopiec poczuł się wolny, miał odwagę stanąć przed obliczem śmierci w sposób najbardziej godny z możliwych. I tej odwagi musiał mieć wiele, ponieważ po 28 latach życia chyba nie jest łatwo zaakceptować jego kres. Ta sytuacja pokazuje najlepiej, że Papież był bezustannie gotowy pomagać bliźnim. Również przygotowywać ich na spotkanie z Bogiem. Swoim spokojem, dobrocią. A moment wspólnej modlitwy był charakterystyczny - każdemu, kto prosił Go o pomoc lub chwilę uwagi, natychmiast proponował: „Pomódlmy się razem". W wielu przypadkach mówiło się o ozdrowieniu za sprawą Ojca Świętego. Pamiętam na przykład pewną Angielkę chorą na raka, która przed śmiercią chciała się spotkać z Papieżem... ...Ta kobieta miała przed sobą niewiele godzin życia. Przetransportowano ją wojskowym samolotem brytyjskim na lotnisko w Ciampino, następnie karetką na audiencję. Papież został uprzedzony o jej obecności, więc kiedy tylko wszedł do auli i przywitał się z gośćmi, podszedł do niej. Pamiętam, że po angielsku powiedział do niej to, co zazwyczaj, czyli: „Pomódlmy się razem". Pamiętam, że modlili się, potem pogłaskał ją i pobłogosławił. Kobieta była umierająca, myślałem, że nie przeżyje nawet podróży powrotnej, a jednak wróciła do domu, nazajutrz wstała z łóżka, zaczęła jeść i chodzić jak gdyby nigdy nic. A później stworzyła w Londynie ośrodek walki z rakiem... Arturo Mari wspomina też wydarzenie podczas pielgrzymki do Korei. „Byliśmy na jednej z wysp, gdzie znajdowało się wielkie leprozorium. Trąd niszczy kompletnie ludzkie oblicze człowieka. Zaduch rozkładających się ciał, jaki tam panował, był trudny do zniesienia. A Ojciec Święty tulił i głaskał każdego z tych nieszczęsnych ludzi, bez względu na wygląd, religię... Gdy świat tych ludzi separuje, odsuwa z centrum życia, oni zrozumieli, że Ojciec Święty ich kocha, szanuje ich godność... Przez tę jedną chwilę życia poczuli się szczęśliwi. A ja ukrywałem łzy wzruszenia za aparatem fotograficznym”. |
;























