• Kolejna sobota         Umawiam się z doktor Marią na sobotę, ponieważ będzie u naszych chorych dzieci, u których już dawno nie byłam. Jeszcze do ostatniej chwili zastanawiałam się, czy brać ten dyżur, bo biorąc go, musiałam odłożyć wiele innych spraw na później. No trudno, ludzie ważniejsi.      5:20 pobudka i pedzę do…
  • Pan Tadeusz " Oto jest dzień, który dał nam Pan..."         Na ten właśnie dzień czekaliśmy rok, tzn. od roku czasu snuliśmy plany, jak to zrobić? Choć i tak decyzja ostateczna należy zawsze do Szefa, to musimy być przygotowani na każdą ewentualność.…
  • Cd pani ASI Miłość wszystko znosi, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzymaMiłość nigdy nie ustaje.” Rodzinę pani Asi poznałam rok temu. Stało się tak, że zamieszkałam dokładnie naprzeciwko Ich bloku.Niewielu znam ludzi, którzy tak potrafią kochać! Aż miło na Nich patrzeć, bo choć czasem złoszczą się na siebie, to nie mogą bez siebie…
  • Marzenie  "Minuta po minucie czyńcie wszystko dla miłości i stawajcie się świętymi"  Marzenia. Każdy z nas je ma. Jedne ogromne, inne całkiem malutkie. Chciałabym Wam opowiedzieć o kolejnym spełnionym hospicyjnym marzeniu.…

Ludzie hospicjum przychodzą zewsząd i znikąd...

z cudzego zapomnienia, z niepamięci własnych przeżyć,

z pogmatwanego świata.

Krętymi ścieżkami czyjegoś cierpienia

niosą płomyk nadziei, iskierkę radości, blask czuwania...

Ludzie hospicjum miewają chwile zwątpienia

bezmiar ludzkiego bólu przytłacza, smutek pożegnań rani

skłania do ucieczki w nicość...

A potem nastają powroty. Tunelem strachu przed nieznanym,

do ciasnej przestrzeni zaufania,

do rozpływającej się nieskończoności łzy,

do stygnącego ciepła ludzkiej egzystencji.

Ludzie hospicjum nie czują chłodu obecności

w pochyleniu nad odchodzącym bratem

czują oddech wiary we Wszechmogącego.

W torbie życiowych przyzwyczajeń niosą cierpliwość i wyrozumienie

niosą miłość, niosą po prostu siebie...

 

Grażyna Przybylska-Went

Świadectwa o bł. Janie Pawle 2 PDF Drukuj Email

bl_Jan_Pawel_2

ks. kard. Fiorenzo Angelini, mówi:

„Kiedy Jan Paweł II (po postrzeleniu przez zamachowca) znalazł się w szpitalu, zastał tam swój Kościół. Bardzo łatwo więc mógł uczynić swoje łóżko swego rodzaju katedrą. Była to katedra bardzo oryginalna i przemawiająca wprost do serca. Pobyt w szpitalu nie był momentem statycznym Jego pontyfikatu, była to wielka lekcja dla nas wszystkich. Myślę, że właśnie ten etap zapisał się w historii jako czas charakterystyczny, może nawet mocniejszy niż cuda, które dzieją się za Jego przyczyną. Pamiętam, że przed jednym z moich wyjazdów poza granice Włoch odprawiałem w szpitalu wraz z Ojcem Świętym Mszę Świętą. Dzięki łasce Bożej odprawiłem ich w moim życiu wiele, ale tamta szpitalna pozostaje niezapomniana i ciągle do niej wracam.

 

 

Wierzę, że Jan Paweł II jeszcze przed śmiercią oglądał naszego Stwórcę. Pamiętam tę ostatnią Drogę Krzyżową w rzymskim Koloseum, kiedy nie mógł już chodzić i tylko ściskał w swoich rękach krzyż. Nie był to obraz aktora z teatru dramatycznego, ale obraz świętego, który mówił: "Za chwilę Cię zobaczę, Panie mój". (…) Jeżeli musiałbym jakoś nazwać te dni odchodzenia Jana Pawła II, powiedziałabym: „Tak umiera święty”.

Na kilka lat przed śmiercią, w 2000 roku w Fatimie, Jan Paweł II zwrócił się do wszystkich chorych z poruszającym orędziem nadziei, która stała się też jego udziałem: „Jeżeli ktoś lub coś każe ci sądzić, że jesteś już u kresu, nie wierz w to! Jeżeli znasz odwieczną Miłość, która cię stworzyła, to wiesz także, że w twoim wnętrzu mieszka dusza nieśmiertelna. Różne są w życiu «pory roku»; jeżeli czujesz akurat, że zbliża się zima, chciałbym, abyś wiedział, że nie jest to pora ostatnia, bo ostatnią porą twojego życia będzie wiosna: wiosna zmartwychwstania. Całość twojego życia sięga nieskończenie dalej niż jego granice ziemskie: czeka cię niebo!”.

Arturo Mari, osobisty fotograf Jana Pawła II, wspomina: „Był 1 stycznia. Właśnie zakończyłem pracę, wysłałem zdjęcia i informacje z celebracji w Bazylice św. Piotra z okazji Światowego Dnia Pokoju do agencji. Było po godzinie 15.00. Kiedy wszedłem do domu, zadzwonił telefon. Bp Dziwisz prosił, bym szybko wrócił do Domu Papieskiego. Pomyślałem, że musiało się wydarzyć coś ważnego. Wchodzę do apartamentu, po­tem do prywatnej kaplicy. I tam widzę sytuację niezwykłą - Ojciec Święty klęczy przy wózku inwalidzkim, na którym siedzi młody, mniej więcej 28-letni męż­czyzna... Chłopak był bardzo chory na nowotwór, wyglądał jak szkielet. Mógł ważyć około 30 kilogramów, sama skóra i kości. Tylko jego oczy były ogromne. Kiedy spytałem, co się dzieje, powiedziano mi, że młody człowiek pochodzi z niewielkiej miejscowości nie­daleko Brescii, z bardzo ubogiej rodziny, i że jego są­siedzi złożyli się na bilet lotniczy, ponieważ jego marzeniem było spotkać przed śmiercią Papieża. Kiedy dotarli do Bazyliki Świętego Piotra, rodzina chłopca doprowadziła wózek do Spiżowej Bramy i poprosiła o spotkanie z Ojcem Świętym. Gwardia szwajcarska powiedziała, że to bardzo trudne, po­nieważ nie złożyli wcześniej żadnego wniosku, żad­nego podania, że są przeszkody związane z problemami bezpieczeństwa, protokołem itd. Tak czy inaczej, po pewnym czasie Szwajcarzy zrozumieli, że jest to sytuacja wyjątkowa, zadzwonili do arcybiskupa Sta­nisława i powiedzieli mu, co się dzieje. On na­tychmiast polecił, żeby wnieść chłopca na górę. Wniesiono go, było z nim pięć osób. Ojciec Świę­ty przyjął ich w kaplicy i w chwili, kiedy tam wszedłem, właśnie się modlili.

Była to niezwykle wzruszająca scena. Ojciec Święty klęczał tak, modląc się i trzymając chłopca za rękę, jeszcze około 20 minut. Następnie wstał, objął go, pobłogosławił, potem rozpiął swoją białą szatę, spod koloratki wydobył łańcuszek z krzyżykiem, zdjął go, a następnie nałożył na szyję tego chłopca, po czym znów go pogłaskał i pocałował. W chwili, gdy miał się oddalić, chłopak chwycił Go za rękę i powiedział: „Ojcze Święty, dziękuję. Był to najpięk­niejszy dzień mojego życia. Mogę powiedzieć jedy­nie »dziękuję«. Do zobaczenia w raju". Nie był zroz­paczony, uśmiechał się, jak gdyby szedł na inne spotkanie, jeszcze piękniejsze. Zanim chłopiec z ro­dziną odeszli, zakonnice przygotowały dla nich woreczek z pożywieniem. I poszli sobie. Dwa dni później chłopiec umarł.

Możesz spytać: „Cóż w tym jest cudownego, sko­ro chłopiec nie wyzdrowiał?". A jednak to był dla mnie cud - cud jedności i miłosierdzia. W tym mo­mencie chłopiec poczuł się wolny, miał odwagę sta­nąć przed obliczem śmierci w sposób najbardziej godny z możliwych. I tej odwagi musiał mieć wiele, ponieważ po 28 latach życia chyba nie jest łatwo za­akceptować jego kres. Ta sytuacja pokazuje najlepiej, że Papież był bezustannie gotowy pomagać bliźnim. Również przygotowywać ich na spotkanie z Bogiem. Swoim spokojem, dobrocią. A moment wspólnej modlitwy był charakterystyczny - każde­mu, kto prosił Go o pomoc lub chwilę uwagi, na­tychmiast proponował: „Pomódlmy się razem".

W wielu przypadkach mówiło się o ozdrowieniu za sprawą Ojca Świętego. Pamiętam na przykład pewną Angielkę chorą na raka, która przed śmiercią chciała się spotkać z Papieżem...

...Ta kobieta miała przed sobą niewiele godzin ży­cia. Przetransportowano ją wojskowym samolotem brytyjskim na lotnisko w Ciampino, następnie karet­ką na audiencję. Papież został uprzedzony o jej obec­ności, więc kiedy tylko wszedł do auli i przywitał się z gośćmi, podszedł do niej. Pamiętam, że po angiel­sku powiedział do niej to, co zazwyczaj, czyli: „Po­módlmy się razem". Pamiętam, że modlili się, potem pogłaskał ją i pobłogosławił. Kobieta była umierająca, myślałem, że nie przeżyje nawet podróży powrotnej, a jednak wróciła do domu, nazajutrz wstała z łóżka, zaczęła jeść i chodzić jak gdyby nigdy nic. A później stworzyła w Londynie ośrodek walki z rakiem...

Arturo Mari wspomina też wydarzenie podczas pielgrzymki do Korei. „Byliśmy na jednej z wysp, gdzie znajdowało się wielkie leprozorium. Trąd niszczy kompletnie ludzkie oblicze człowieka. Zaduch rozkładających się ciał, jaki tam panował, był trudny do zniesienia. A Ojciec Święty tulił i głaskał każdego z tych nieszczęsnych ludzi, bez względu na wygląd, religię... Gdy świat tych ludzi separuje, odsuwa z centrum życia, oni zrozumieli, że Ojciec Święty ich kocha, szanuje ich godność... Przez tę jedną chwilę życia poczuli się szczęśliwi. A ja ukrywałem łzy wzruszenia za aparatem fotograficznym”.

 

Aby dodać komentarz należy się zalogować.
W tej momencie nie masz uprawnień do wystawienia komentarza.

Alternative flash content

To view this Flash you need Javascript on your browser and updated version of flash player.

Get Adobe Flash player

facebook

Licznik od dnia 02.11.2011

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj49
mod_vvisit_counterWczoraj339
mod_vvisit_counterW tym tygodniu2921
mod_vvisit_counterW poprzednim tygodniu3052
mod_vvisit_counterW tym miesiącu9132
mod_vvisit_counterW poprzednim miesiącu15304
mod_vvisit_counterRazem118732
Copyright © link do domeny     Joomla Templates
Sponsor serwisu - home.pl - domeny, hosting, sklepy