• Pan Stefan i pani Marysia „W moim maleńkim domku tyle ciepła jest ...” tak brzmią słowa jednej z piosenek, które przychodzą mi na myśl, kiedy myślami wracam do tej posługi. Pan Stefan i pani Marysia, dwoje kochających się ludzi, którzy 33 lata temu przysięgali sobie: „...w zdrowiu i w chorobie (...), aż do końca życia.”…
  • Pani Krysia  Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą...   Nie było mi dane poznać pani Krysi, choć powiem Wam, że liczyłam, iż się spotkamy. Kiedy Zosia tuż przed Mszą powiedziała mi, że właśnie godzinę temu Jej ciocia odeszła, byłam bardzo zaskoczona i smutna! Nie wiedziałam, że będzie to aż tak…
  • Pani Basia „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną, płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi.” Łk. 23, 28-29        …
środa, 26 maja 2010 23:17

Łukasz

Napisane przez  Administrator
Oceń ten artykuł
(5 głosów)
A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego , Maria, żona Kleofasa i Maria Magdalena.
J 19, 25-26


Panią Marysię poznaję w bardzo trudnym momencie Jej życia, kiedy stoi przy łóżku swojego umierającego syna. Powyższy cytat z Pisma Św. został zaczerpnięty nie tylko ze względu na zbieżność imion.
Pierwsze spotkanie z Łukaszem było dla mnie dość przerażające. Jak to zwykle bywa, nachyliłam się nad łóżkiem chorego, mówiąc: „ Cześć! Mam na imię Monika” i pocałowałam Go w policzek. „Całusobiorca” zareagował gwałtownymi ruchami i chrapliwym oddechem, jakby chciał coś powiedzieć. Myślałam, że nagle Mu się pogorszyło! Teraz przyszło mi do głowy, że to On pierwszy się mnie przestraszył. Ale już na poważnie.
Ten młody, 25-letni chłopak walczył z bardzo złośliwym nowotworem mózgu- glejakiem. Mimo przebytej operacji i radioterapii guz szybko się rozrastał. Łukasz cały czas leżał, prawa część ciała była sparaliżowana, więc też nie mógł mówić, a wszystko rozumiał. Domownicy musieli po prostu odgadywać Jego pragnienia. Na skutek przyjmowanych leków masa Jego ciała bardzo się zwiększyła, doszło do uszkodzenia skóry. Takie spustoszenie choroba zrobiła w ciągu kilku miesięcy. Praktycznie już wtedy nic nie jadł i pił bardzo mało. Składniki potrzebne do życia dostawał przez kroplówki podawane tak często jak się tylko dało przez nasze lekarki i pielęgniarki.
Pani Marysia była przy synu cały czas, noc- dzień, dzień- noc. Obserwowała to, co robiliśmy, aby później samodzielnie, lub z mężem podawać choremu. Naprawdę, oboje przeszli szybki kurs pielęgniarstwa. No i muszę powiedzieć, że na „szóstkę”!  
Nigdy się nie skarżyła, nie płakała. Cicha, spokojna. Wiem, że dużo się modliła. Kiedy mówiła o synu, uśmiechała się, niestety z czasem te uśmiechy były coraz smutniejsze. Tylko raz uroniła przy nas łzy (my zresztą też nie mogliśmy ich powstrzymać), kiedy opowiadała, jak to Łukasz po powrocie ze szpitala podszedł do okna. Spojrzał wtedy na kwitnące, wiosenne drzewa i ...  rozpłakał się.
Wierzyła do końca, że będzie dobrze. Bóg chciał inaczej.
Czemu musiał odejść tak młody człowiek? Nie pytajcie, nie wiem.
Wiem tylko, że razem z księdzem Robertem ze swojej parafii, snuli plany wyjazdu w góry
i do Ziemi Świętej, odnaleźć ślady Boga. Snując te plany jeszcze pewnie nie wiedzieli, że Łukaszowi przyjdzie kroczyć tą najtrudniejszą drogą, żeby te ślady zobaczyć, drogą cierpienia.
Przez kilka ostatnich dni nasz chory był nieprzytomny, choć reagował na wszelkie bodźce z zewnątrz, dręczony atakami padaczki. Odszedł spokojnie, w środku dnia, przy naszych wolontariuszach. A przy Nim stała Matka Jego.
Łukasz, nie udało nam się pogadać. Mam jednak nadzieję, że kiedyś nadrobimy zaległości! Do zobaczenia w niebie, może być nawet „na dywaniku” u Szefa.



Z poważaniem
Wasz korespondent hospicyjny
Monika Wężyk
Poprawiane: piątek, 04 czerwca 2010 21:18
Administrator

Administrator

E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Więcej z tej kategorii: « Pani Krysia

Kalendarium

<<  Września 2010  >>
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
    1  2  3
  6  8  9101112
13141516171819
20212223242526
27282930