• Kolejna sobota         Umawiam się z doktor Marią na sobotę, ponieważ będzie u naszych chorych dzieci, u których już dawno nie byłam. Jeszcze do ostatniej chwili zastanawiałam się, czy brać ten dyżur,…
  • Pan Tadeusz " Oto jest dzień, który dał nam Pan..."         Na ten właśnie dzień czekaliśmy rok, tzn. od roku czasu snuliśmy plany, jak to zrobić? Choć i tak decyzja ostateczna należy…
  • Cd pani ASI Miłość wszystko znosi, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzymaMiłość nigdy nie ustaje.” Rodzinę pani Asi poznałam rok temu. Stało się tak, że zamieszkałam dokładnie naprzeciwko Ich bloku.Niewielu znam ludzi, którzy…
  • Marzenie  "Minuta po minucie czyńcie wszystko dla miłości i stawajcie się świętymi"  Marzenia. Każdy z nas je ma. Jedne ogromne, inne całkiem malutkie. Chciałabym Wam opowiedzieć o kolejnym spełnionym hospicyjnym marzeniu.…
  • Miłość jest wszędzie wokół, Nie trzeba wcale Daleko szukać Miłości, by Umieścić Ją w sercu. Mówią: Miłość nie mieszka w twym sercu jak w domu, Miłość jest miłością Gdy oddasz…

Matka_Teresa

 

Dzisiejszy człowiek zajęty jest pracą, jej rytmem i różnymi zmartwieniami, a nie ma czasu dla siebie, nie mówiąc już o innych ludziach.

 Bł. Matka Teresa z Kalkuty

img_7325.jpg
Piszą o naszym hospicjum


PDF Drukuj Email



Poniedziałek 29 czerwca 2009

Zapamiętać morze i słoneczną plażę

DZIECI, KTÓRE MUSIAŁY DOROSNĄĆ

TO były wymarzone dwa tygodnie. Z dala od cierpienia, wspomnień, ciszy domu, gdzie nie ma bliskich, których zabrała choroba. Na długie miesiące zostaną w pamięci obrazy sztormującego Bałtyku, białego piasku, zabytkowej ciuchci, końskiej grzywy w stadninie i gofrów, które tylko nad morzem tak smakują. Dzieci z koloni hospicyjnej z Radomia dziś żegnają się z Dziwnowem, które po raz szósty ugościło całą gromadę.

Przygoda w stadninie
Dla prawie całej trzydziestoosobowej grupy to pierwsza taka przygoda z końmi. Swoje podwoje dla kolonistów z Radomia otworzyła stadnina Czahary w Pogorzelicy.
Było wspaniale, każdy z nas jeździł konno. Trochę się na początku bałam, ale potem spodobało mi się. Płynęliśmy także Victorią z Dziwnowa do Kamienia, tam gościł nas ksiądz dziekan. Była herbata, ciasto, karmiliśmy rybki, no i te pyszne gofry w Międzyzdrojach w „Goferku". Będzie co opowiadać, jak wrócimy - mówi Agata Skorniewska, uczennica II klasy gimnazjum w jednej z podradomskich miejscowości.
Agata - podobnie jak wszystkie dzieci, które przyjechały do Dziwnowa - ma za sobą bolesne doświadczenia. Każdy z kolonistów stracił bliską osobę.
-    Opiekowaliśmy się ich rodzicami, teraz opiekujemy sierotami. Wiele z tych rodzin nie stać na taki wyjazd. Tym boleśnie doświadczonym potrzeba trochę słońca, oddechu morza, normalności z dala od choroby - mówi ks. Marek Kujawski, sprawca całego zamieszania, który od sześciu lat stoi na czele Hospicjum Królowej Apostołów w Radomiu.

Przyjęli z otwartym sercem
Placówka ma pod opieką 367 dzieci, a także chorych na terenie aż pięciu powiatów.
-    Zajmujemy się pacjentami w terminalnym okresie choroby, a także dziećmi -tłumaczy ks. Marek.
Wcześniej przez kilka lat prowadził szczecińskie hospicjum i także przywoził najmłodszych na letni wypoczynek do Dziwnowa. Przyjazd dzieci nad morze był możliwy dzięki wsparciu mieszkańców Dziwnowa.
-    Ogłosiłem w czasie nabożeństwa, że prosimy o pomoc w zakwaterowaniu kolonii. Jakiś czas po tym
zgłosiła się właścicielka ośrodka „Zacisze", która zaoferowała miejsce dla dzieci - tłumaczy ks. Karol, proboszcz dziwnowskiej parafii, który także włączył się w dwutygodniowe życie kolonii.

Wyjątkowi koloniści
-    Proszę, kochani, zmówmy modlitwę, a potem zabieramy się do jedzenia. I wszystko znika z talerzy. Musicie mieć siłę, bo czeka nas dziś jeszcze podróż ciuchcią retro
- mówi do swoich podopiecznych ks. Marek. Maluchy i ciut starsi siadają do obiadu, którym poczęstowała ich właścicielka ośrodka „Polfa" z Pogorzelicy.
-    Mamy tu wielu przyjaciół, każdego roku o nas pamiętają - mówi ks. Marek, zabierając się do parującej porcji żurku.
Tuż obok przy stoliku dwójka malców prosi o dokładkę frytek. Na sali jest cichutko. Nikt nie krzyczy, nie robi psikusów i co ważne nie wybrzydza.
-    Te dzieci musiały szybko dorosnąć. Są wyjątkowe, bardzo zdyscyplinowane - mówią opiekunowie,
którzy na co dzień pracują jako wolontariusze w radomskim hospicjum, a teraz przyjechali z najmłodszymi.

Marzena DOMAKADZKA

Zdjęcia Dziwnowa 2009
 
PDF Drukuj Email





Czwartek 13 sierpnia 2009

W Bieszczadach goją psychiczne rany po stracie rodziców.

Kolonia, która leczy.

Dobiega końca trzeci turnus kolonijny dla dzieci, które straciły jedno bądź obydwoje rodziców. Niektóre dopiero tutaj zaczęły normalnie jeść i się uśmiechać. Czystko dzięki garstce wolontariuszy z Hospicjum Królowej Apostołów w Radomiu i jego duszpasterzowi ks. Markowi Kujawskiemu (SAC). Od 6 lat organizuje w Bieszczadach letni wypoczynek dla dzieci, których rodzice zmarli na raka. Jest pewien, że góry mają dobroczynny wpływ na gojenie psychicznych ran.

 

 


Alternative flash content

To view this Flash you need Javascript on your browser and updated version of flash player.

Get Adobe Flash player

facebook

Licznik od dnia 02.11.2011

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj373
mod_vvisit_counterWczoraj723
mod_vvisit_counterW tym tygodniu1792
mod_vvisit_counterW poprzednim tygodniu5934
mod_vvisit_counterW tym miesiącu5476
mod_vvisit_counterW poprzednim miesiącu18885
mod_vvisit_counterRazem60107
Copyright © link do domeny     Joomla Templates
Sponsor serwisu - home.pl - domeny, hosting, sklepy