• Kolejna sobota         Umawiam się z doktor Marią na sobotę, ponieważ będzie u naszych chorych dzieci, u których już dawno nie byłam. Jeszcze do ostatniej chwili zastanawiałam się, czy brać ten dyżur, bo biorąc go, musiałam odłożyć wiele innych spraw na później. No trudno, ludzie ważniejsi.      5:20 pobudka i pedzę do…
  • Pan Tadeusz " Oto jest dzień, który dał nam Pan..."         Na ten właśnie dzień czekaliśmy rok, tzn. od roku czasu snuliśmy plany, jak to zrobić? Choć i tak decyzja ostateczna należy zawsze do Szefa, to musimy być przygotowani na każdą ewentualność.…
  • Cd pani ASI Miłość wszystko znosi, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzymaMiłość nigdy nie ustaje.” Rodzinę pani Asi poznałam rok temu. Stało się tak, że zamieszkałam dokładnie naprzeciwko Ich bloku.Niewielu znam ludzi, którzy tak potrafią kochać! Aż miło na Nich patrzeć, bo choć czasem złoszczą się na siebie, to nie mogą bez siebie…
  • Marzenie  "Minuta po minucie czyńcie wszystko dla miłości i stawajcie się świętymi"  Marzenia. Każdy z nas je ma. Jedne ogromne, inne całkiem malutkie. Chciałabym Wam opowiedzieć o kolejnym spełnionym hospicyjnym marzeniu.…

Ludzie hospicjum przychodzą zewsząd i znikąd...

z cudzego zapomnienia, z niepamięci własnych przeżyć,

z pogmatwanego świata.

Krętymi ścieżkami czyjegoś cierpienia

niosą płomyk nadziei, iskierkę radości, blask czuwania...

Ludzie hospicjum miewają chwile zwątpienia

bezmiar ludzkiego bólu przytłacza, smutek pożegnań rani

skłania do ucieczki w nicość...

A potem nastają powroty. Tunelem strachu przed nieznanym,

do ciasnej przestrzeni zaufania,

do rozpływającej się nieskończoności łzy,

do stygnącego ciepła ludzkiej egzystencji.

Ludzie hospicjum nie czują chłodu obecności

w pochyleniu nad odchodzącym bratem

czują oddech wiary we Wszechmogącego.

W torbie życiowych przyzwyczajeń niosą cierpliwość i wyrozumienie

niosą miłość, niosą po prostu siebie...

 

Grażyna Przybylska-Went

PDF Drukuj Email



Poniedziałek 29 czerwca 2009

Zapamiętać morze i słoneczną plażę

DZIECI, KTÓRE MUSIAŁY DOROSNĄĆ

TO były wymarzone dwa tygodnie. Z dala od cierpienia, wspomnień, ciszy domu, gdzie nie ma bliskich, których zabrała choroba. Na długie miesiące zostaną w pamięci obrazy sztormującego Bałtyku, białego piasku, zabytkowej ciuchci, końskiej grzywy w stadninie i gofrów, które tylko nad morzem tak smakują. Dzieci z koloni hospicyjnej z Radomia dziś żegnają się z Dziwnowem, które po raz szósty ugościło całą gromadę.

Przygoda w stadninie
Dla prawie całej trzydziestoosobowej grupy to pierwsza taka przygoda z końmi. Swoje podwoje dla kolonistów z Radomia otworzyła stadnina Czahary w Pogorzelicy.
Było wspaniale, każdy z nas jeździł konno. Trochę się na początku bałam, ale potem spodobało mi się. Płynęliśmy także Victorią z Dziwnowa do Kamienia, tam gościł nas ksiądz dziekan. Była herbata, ciasto, karmiliśmy rybki, no i te pyszne gofry w Międzyzdrojach w „Goferku". Będzie co opowiadać, jak wrócimy - mówi Agata Skorniewska, uczennica II klasy gimnazjum w jednej z podradomskich miejscowości.
Agata - podobnie jak wszystkie dzieci, które przyjechały do Dziwnowa - ma za sobą bolesne doświadczenia. Każdy z kolonistów stracił bliską osobę.
-    Opiekowaliśmy się ich rodzicami, teraz opiekujemy sierotami. Wiele z tych rodzin nie stać na taki wyjazd. Tym boleśnie doświadczonym potrzeba trochę słońca, oddechu morza, normalności z dala od choroby - mówi ks. Marek Kujawski, sprawca całego zamieszania, który od sześciu lat stoi na czele Hospicjum Królowej Apostołów w Radomiu.

Przyjęli z otwartym sercem
Placówka ma pod opieką 367 dzieci, a także chorych na terenie aż pięciu powiatów.
-    Zajmujemy się pacjentami w terminalnym okresie choroby, a także dziećmi -tłumaczy ks. Marek.
Wcześniej przez kilka lat prowadził szczecińskie hospicjum i także przywoził najmłodszych na letni wypoczynek do Dziwnowa. Przyjazd dzieci nad morze był możliwy dzięki wsparciu mieszkańców Dziwnowa.
-    Ogłosiłem w czasie nabożeństwa, że prosimy o pomoc w zakwaterowaniu kolonii. Jakiś czas po tym
zgłosiła się właścicielka ośrodka „Zacisze", która zaoferowała miejsce dla dzieci - tłumaczy ks. Karol, proboszcz dziwnowskiej parafii, który także włączył się w dwutygodniowe życie kolonii.

Wyjątkowi koloniści
-    Proszę, kochani, zmówmy modlitwę, a potem zabieramy się do jedzenia. I wszystko znika z talerzy. Musicie mieć siłę, bo czeka nas dziś jeszcze podróż ciuchcią retro
- mówi do swoich podopiecznych ks. Marek. Maluchy i ciut starsi siadają do obiadu, którym poczęstowała ich właścicielka ośrodka „Polfa" z Pogorzelicy.
-    Mamy tu wielu przyjaciół, każdego roku o nas pamiętają - mówi ks. Marek, zabierając się do parującej porcji żurku.
Tuż obok przy stoliku dwójka malców prosi o dokładkę frytek. Na sali jest cichutko. Nikt nie krzyczy, nie robi psikusów i co ważne nie wybrzydza.
-    Te dzieci musiały szybko dorosnąć. Są wyjątkowe, bardzo zdyscyplinowane - mówią opiekunowie,
którzy na co dzień pracują jako wolontariusze w radomskim hospicjum, a teraz przyjechali z najmłodszymi.

Marzena DOMAKADZKA

Zdjęcia Dziwnowa 2009
 

Aby dodać komentarz należy się zalogować.
W tej momencie nie masz uprawnień do wystawienia komentarza.

Alternative flash content

To view this Flash you need Javascript on your browser and updated version of flash player.

Get Adobe Flash player

facebook

Licznik od dnia 02.11.2011

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj95
mod_vvisit_counterWczoraj339
mod_vvisit_counterW tym tygodniu2967
mod_vvisit_counterW poprzednim tygodniu3052
mod_vvisit_counterW tym miesiącu9178
mod_vvisit_counterW poprzednim miesiącu15304
mod_vvisit_counterRazem118778
Copyright © link do domeny     Joomla Templates
Sponsor serwisu - home.pl - domeny, hosting, sklepy